czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 3


23 lipca 2129
23.30

    Mathias podskoczył na siedzeniu z przerażenia. Zerknął na zegarek nad drzwiami, na wprost biurka. Zegar wskazywał w pół do dwunastej. Kto normalny dzwoni o tej porze do biura?- przeleciało mu przez głowę. Szybkim ruchem zatrzasnął zatyczkę od pióra i odczekał chwilę, gdy telefon przestał dzwonić, przełączył się na telefon Nataszy.
- Natasza, dzwonił do mnie telefon, czy mnie o czymś nie poinformowałaś?- zapytał, puścił guzik i z niecierpliwością wyczekiwał odpowiedzi. Nie musiał długo czekać, ale odpowiedź nie była zbyt dobra.
- Nie...chyba nie, ale ktoś próbował się dodzwonić. Powiedziałam, że jesteś zajęty i że mogę coś przekazać, odmówił więc się pożegnałam i rozłączyłam.- wyjaśniła niepewnie.- Dzwonił? Przecież tylko ja mogę przełączać na twoją linię, chyba że ktoś zna numer do twojego biura...ale takie informacje posiadają tylko władze i budynki MSS, bo...- Mathias odłączył się od dziewczyny i natychmiast wybrał ostatni nieodebrany numer, ledwie usłyszał sygnał, kiedy ktoś odebrał.
 - Przepraszam a z kim mam przyjemność, jeśli mogę wiedzieć?- zapytał spokojnie Mathias, uciskając skronie. Jego głos był spokojny lecz stanowczy, przynajmniej tak mu się zdawało. Po długiej pracy głowa pękała mu z przemęczenia.
 - Przepraszam, że się nie przedstawiłem. Nazywam się Edward Sycyli Hoffman, jestem zastępcą prezesa na północno-zachodniej półkuli, próbuję się do pana dodzwonić w sprawie wyjazdu.- powiedział wyraźnym głosem. Mathias'owi nie pasował ten głos, ani ton wymowy. Ale gdy usłyszał słowo "wyjazd" wyprostował się na krześle.
 - Przepraszam? Co ma Pan konkretnie na myśli?- dopytał, nie zwracając uwagi na to, że w jego głosie słychać było przestrach i niepewność. Cały ból zniknął jak za wypowiedzeniem magicznych słów.
 - A no właśnie...Chciałbym, by wyjechał Pan do Ameryki i sprawdził stan skażenia, oraz obliczył straty, jakie ponieśliśmy w tym miesiącu. To będzie bardzo krótki wyjazd, trzy dniowy nie doliczając dojazdu i powrotu.- stwierdził mężczyzna. Jego zachowanie było karygodne.
 - Chcę Panu przypomnieć, że jestem na stanowisku drugiego zastępcy prezesa tego biura i nie mogę od tak wyjeżdżać, jestem zajęty pracą, przez te trzy dni biuro będzie wyczerpane ciągłą pracą, pełnię ważną rolę i...
 - Tak, tak mam tego świadomość, ale mogę wysłać jednego ze swoich pracowników.- Starał się wykręcić. Mathias wstał energicznie, odpychając krzesło, nie dość że był zmęczony to jeszcze na dodatek zdenerwowany.- Jest najlepszym z moich pracowników.
 - Nie rozumie pan! Chcę Panu jeszcze przypomnieć, że jestem po drugiej stronie Ziemi, a podróż nie potrwa dzień, jest to niebezpieczne!- krzyczał wściekły do słuchawki. Mówiąc stukał co chwila dłonią o stół by wyładować nadmiar energii. Już dawno nikt go tak nie potraktował, jak posłańca, kawałek mięsa, który można poświęcić. Nie widział tego, ale Natasza zdenerwowana jego wiadomością, podeszła szybko do gabinetu, chciała zapukać kiedy usłyszała podniesiony głos, natychmiast znieruchomiała, a po chwili z przyklejonym uchem do drzwi przysłuchiwała się rozmowie mężczyzny.
 - Rozumiem Pana zdenerwowanie, ale musi Pan pomóc innym, w Ameryce są ciągłe niedociągnięcia w raportach i pismach.- wyjaśnił Edward, najspokojniej jak potrafił. Mathias słysząc to uspokoił się trochę. Burak z jego twarzy zelżał, a wściekły głos ucichł trochę. Chrząknął, przetarł oczy. Może zareagowałem trochę zbyt agresywnie- pomyślał. Niedociągnięcia w momencie kiedy cała Ziemia jest w niebezpieczeństwie, no cóż...ale, to zbyt ryzykowne.
 - Po-Pomyślę nad tym.- Trzasnął słuchawką, kumulując resztę emocji na uderzeniu. Opał bezsilny na krzesełko, wyciągnął z szafki tabletki na ból głowy i ziołowe na stres. Połknął je popijając zimną kawą. Po chwili przeszły go ciarki po obrzydliwym, zimnym napoju. Spjrzał na resztkę dokumentów, później na hologram. Trudno mu będzie z tond odejść. Do drzwi zapukała Natasza, była zaniepokojona, ale nie dała tego po sobie poznać.
 - Wszystko w porządku? Usłyszałam krzyki i...- Przez chwilę bawiła się pierścionkami na palcach prawej ręki. Patrzyła na niego badawczo, obserwowała.
 - Co? Ach, tak...Tak, wszystko w najlepszym porządku.- wypaplał Mathias, nie patrząc na dziewczynę.- Dokończyłabyś za mnie?- Wskazał kilka arkuszy leżących na biurku i w końcu spojrzał w jej stronę, ale patrzył na nią tylko chwile.- Raport jest już napisany.- poinformował ją, by nie narobić kłopotów.
 - Jasne!- powiedziała głośno i z entuzjazmem, ruszyła w stronę biurka. Chłopak złożył papiery i oddał jej, próbując się uśmiechnąć. Szepnął niewyraźnie "dzięki" i wyłączył hologram, wyrzucił niepotrzebne papiery do niszczarki laserowej i podał jej czyste arkusze.
Technologia sięga już wysoko, stworzono maszyny, które mogą odnawiać kiedyś nieodnawialne, naprzykład popisany papier.

***
   Idąc w stronę dormitorium, oglądał się za siebie lub wpatrywał w buty, zastanawiając się, jakie zamiary miał ten facet, nigdy nie był tak wściekły, choć jego wściekłość poniekąd była słuszna, jak mogli narażać Jego życie, dla jakiegoś marnego protokołu, jak śmiał w ogóle pytać o coś takiego, ten człowiek ma tupet. Mathias przeżył wiele w swoim życiu, a zwłaszcza w młodości, nie chce tam wracać, do tych trupów, do tej przeszłości, która zapieczętowała jego całą przyszłość, nie ma zamiaru przeżywać ponownie tego co kilkanaście lat temu, po ucieczce z domu, po śmierci najważniejszych dla niego osób. Tyle się potem działo, uciekał, krzyczał, przeżywał najgorsze gorączki, dreszcze, drgawki, bóle, tak jakby dusze jego rodziców go nawiedzały, chodziły za nim i maltretowały go za to co im się stało. Pamięta jeszcze jedno, jak znaleźli go, jacyś ludzie w kaftanach, zawieźli do pierwszego ośrodka MSS, tam oświadczyli że jest w pierwszym stadium zakażenia, zadziwiające było to, że wraz z zakażeniem, wszelkie choroby, gorączka i dreszcze minęły, jak rękom odjął, dowodzi to o wcześniejszych przypuszczeniach i badaniach, w jakimś stopniu zaraza leczy choroby, badania dowodzą że nawet nowotwory. Skoro los chłopaka był przesądzony, badacze stwierdzili jednogłośnie, że należy użyć szczepionki, nie była może dopracowana, ale pozwalała w pewnym stopniu na wyniszczenie zakażenia, jak powiedzieli specjaliści.
" - Nie wiadomo czy szczepionka zadziała, ale jeżeli jest jakakolwiek możliwość zmiany martwych komórek, to jesteśmy gotowi zaryzykować."
 Przez pierwsze dwa dni podawania tych samych dawek nic się nie działo, choć same szczepienia opóźniały proces skażenia. Dopiero od trzeciego dnia, stan Mathiasa poprawiał się, niestety inni nie mieli tyle szczęścia, umierali z braku sił, albo poddawali się zakażeniu. Był nielicznym z tych, którzy przeżyli, pewnie z powodu wytrzymałości jego organizmu, w końcu nie każdy człowiek wycierpiał tyle co Mathias w dzieciństwie. Podczas ostatniego szczepienia pielęgniarka nie przypilnowała go, więc ukrywając nabitą strzykawkę wyszedł z pokoju. Niedługo okazało się, że Mathias nie wszczepiając sobie ostatniej dawki uratował się przed przedawkowaniem. Wszyscy, którzy przeżyli pierwsze zaszczepienia nie przetrwali ostatniej, dzień później ich trupy wywieziono na Saharę. Mathias stał się pupilkiem wszystkich lekarzy w ośrodku, myśleli że podawają odpowiednią dawkę dopóty, dopóki nie uznali że podają za duże dawki, a chłopak przeżył cudem. Całe jego życie było cudem, a przynajmniej tak mu się wydawało.
 Gdy stał tak wpatrzony w drzwi do swojego pokoju, coś nim nagle wstrząsnęło. Wparował do pokoju, zatrzasnął drzwi na zasuwkę i zasłonił okno granatową roletą. 
 "Muszę zobaczyć to raz jeszcze..."- pomyślał robiąc miejsce na biurku, zrzucając wszystkie rzeczy na ziemię. Podbiegł chwiejnie do łóżka i padł na kolana, sięgając pod materac. Gdy wyciągnął małe pudełeczko, zastygł jak słup soli. Skład nie był bardzo złożony, ale do końca go nie odczytał, potrzebował więcej czasu i sprzętu. Wstał powoli, nadal obserwując pudełko, dopiero gdy odłożył je na biurko, odwrócił wzrok, spoglądając na okno i drzwi. "Nikt nie może się dowiedzieć, miałbym nie małe kłopoty". Szybko i energicznie sięgnął za biurko, wykładając wielki okurzony karton, a wewnątrz znajdował się stary mikroskop, niestety nie był on elektryczny. W pudle znajdował się jeszcze mały zapas strzykawek, wacików, pudełko wody utlenionej i duży zestaw szkiełek. Chłopak był całkowicie mokry od potu, krew wrzała mu w ciele, a oczy szeroko otwarte rejestrowały każdy, nawet najmniejszy ruch. Nikt nie zauważył, jak mały dzieciak wychodzi ze strzykawką w kieszeni, było za duże zamieszanie. 
Gdy wszystko już rozłożył, pozostało tylko sporządzenie próbek i obejrzenie ich dokładnie. Jego krew, nadal zawiera cząsteczki skażenia, a po podaniu leku, cząsteczki krwi, oraz skażone komórki zostają zniszczone. Tak jak zawsze. Gdyby ktoś się dowiedział o jego badaniach, miałby kłopoty.
 Po godzinie wpatrywania się przez okular, sporządzeniu raportu i sprzątnięciu wszystkiego Mathias usiadł na łóżku.
- Muszę coś zrobić. Cokolwiek.- pomyślał.- Może lepiej lecieć. W końcu Hoffman powiedział, że jest to krótka wycieczka w tę i z powrotem. Kilka raportów i znów wróci na stare śmieci.
 Położył głowę na poduszce i kontynuował zastanawianie się nad wyjazdem. Niedługo jego ciało zmęczone całym dniem pracy, odetchnęło. Powieki mu opadły, oddech zwolnił, wieczna klamra trzymająca napięte ramiona puściła. Jego organizm zaczął wolniej pracować, oprócz płynącej w żyłach wrzącej od nadmiaru wrażeń krwi. Zmęczenie wciągnęło go w sen, jak smoła, czy ruchome piaski, tak to zdecydowanie był piasek, ciepły, skąpany w słońcu, delikatny piasek znad morza. I śnił o świecie, w którym nie istniało żadne zakażenie.
___________________________________________________________________
Wybaczcie, moi drodzy, że tyle to trwało. Pewnie moje tłumaczenie wiele nie zmieni, ale przez jakiś czas byłam nad morzem, później musiałam spotkać się ze znajomymi więc trochę mi to zajęło, książki do przeczytania, no i jeszcze nadrobienie zaległości na blogu. WYBACZCIE!!
Ostatnio wszystko się pieprzy, wali i przekręca. Jestem trochę zmęczona i psychicznie i fizycznie. Ale przynajmniej pogoda pozostaje niezmienna i fenomenalna.
Pozdrawiam was kochani i życzę mile spędzonego miesiąca :**

2 komentarze:

  1. O matuchno. Ciekawe czy mężczyzna się zdecyduje. Nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście że się doczekasz, będę musiała wykonać krok i stworzyć Wielki Powrót...cytując Verteza " Niczym feniks z popiołów", ale postaram się aby powrót był równie zaskakujący jak kolejny rozdział :*
      Ale spokojnie rozdział powinien pojawić się już za niedługo Kitty ^_~
      Ps: Dziękuję ci słonko za komentarz ;)

      Usuń

Proszę zostawcie coś po sobie :*