23
lipca 2129
23.30
Mathias
podskoczył na siedzeniu z przerażenia. Zerknął na zegarek nad
drzwiami, na wprost biurka. Zegar wskazywał w pół do dwunastej.
Kto normalny dzwoni o tej porze do biura?- przeleciało mu przez
głowę. Szybkim ruchem zatrzasnął zatyczkę od pióra i odczekał
chwilę, gdy telefon przestał dzwonić, przełączył się na
telefon Nataszy.
-
Natasza, dzwonił do mnie telefon, czy mnie o czymś nie
poinformowałaś?- zapytał, puścił guzik i z niecierpliwością
wyczekiwał odpowiedzi. Nie musiał długo czekać, ale odpowiedź
nie była zbyt dobra.
-
Nie...chyba nie, ale ktoś próbował się dodzwonić. Powiedziałam,
że jesteś zajęty i że mogę coś przekazać, odmówił więc się
pożegnałam i rozłączyłam.- wyjaśniła niepewnie.- Dzwonił?
Przecież tylko ja mogę przełączać na twoją linię, chyba że
ktoś zna numer do twojego biura...ale takie informacje posiadają
tylko władze i budynki MSS, bo...- Mathias odłączył się od
dziewczyny i natychmiast wybrał ostatni nieodebrany numer, ledwie
usłyszał sygnał, kiedy ktoś odebrał.
- Przepraszam
a z kim mam przyjemność, jeśli mogę wiedzieć?- zapytał
spokojnie Mathias, uciskając skronie. Jego głos był spokojny lecz
stanowczy, przynajmniej tak mu się zdawało. Po długiej pracy głowa
pękała mu z przemęczenia.
- Przepraszam,
że się nie przedstawiłem. Nazywam się Edward Sycyli Hoffman,
jestem zastępcą prezesa na północno-zachodniej półkuli,
próbuję się do pana dodzwonić w sprawie wyjazdu.- powiedział
wyraźnym głosem. Mathias'owi nie pasował ten głos, ani ton
wymowy. Ale gdy usłyszał słowo "wyjazd" wyprostował się
na krześle.
- Przepraszam?
Co ma Pan konkretnie na myśli?- dopytał, nie zwracając uwagi na
to, że w jego głosie słychać było przestrach i niepewność.
Cały ból zniknął jak za wypowiedzeniem magicznych słów.
- A
no właśnie...Chciałbym, by wyjechał Pan do Ameryki i sprawdził
stan skażenia, oraz obliczył straty, jakie ponieśliśmy w tym
miesiącu. To będzie bardzo krótki wyjazd, trzy dniowy nie
doliczając dojazdu i powrotu.- stwierdził mężczyzna. Jego
zachowanie było karygodne.
- Chcę
Panu przypomnieć, że jestem na stanowisku drugiego zastępcy
prezesa tego biura i nie mogę od tak wyjeżdżać, jestem zajęty
pracą, przez te trzy dni biuro będzie wyczerpane ciągłą pracą,
pełnię ważną rolę i...
- Tak,
tak mam tego świadomość, ale mogę wysłać jednego ze swoich
pracowników.- Starał się wykręcić. Mathias wstał energicznie,
odpychając krzesło, nie dość że był zmęczony to jeszcze na
dodatek zdenerwowany.- Jest najlepszym z moich pracowników.
- Nie
rozumie pan! Chcę Panu jeszcze przypomnieć, że jestem po drugiej
stronie Ziemi, a podróż nie potrwa dzień, jest to niebezpieczne!-
krzyczał wściekły do słuchawki. Mówiąc stukał co chwila
dłonią o stół by wyładować nadmiar energii. Już dawno nikt go
tak nie potraktował, jak posłańca, kawałek mięsa, który można
poświęcić. Nie widział tego, ale Natasza zdenerwowana jego
wiadomością, podeszła szybko do gabinetu, chciała zapukać kiedy
usłyszała podniesiony głos, natychmiast znieruchomiała, a po
chwili z przyklejonym uchem do drzwi przysłuchiwała się rozmowie
mężczyzny.
- Rozumiem
Pana zdenerwowanie, ale musi Pan pomóc innym, w Ameryce są ciągłe
niedociągnięcia w raportach i pismach.- wyjaśnił Edward,
najspokojniej jak potrafił. Mathias słysząc to uspokoił się
trochę. Burak z jego twarzy zelżał, a wściekły głos ucichł
trochę. Chrząknął, przetarł oczy. Może zareagowałem trochę
zbyt agresywnie- pomyślał. Niedociągnięcia w momencie kiedy cała
Ziemia jest w niebezpieczeństwie, no cóż...ale, to zbyt
ryzykowne.
- Po-Pomyślę
nad tym.- Trzasnął słuchawką, kumulując resztę emocji na
uderzeniu. Opał bezsilny na krzesełko, wyciągnął z szafki
tabletki na ból głowy i ziołowe na stres. Połknął je popijając
zimną kawą. Po chwili przeszły go ciarki po obrzydliwym, zimnym
napoju. Spjrzał na resztkę dokumentów, później na hologram.
Trudno mu będzie z tond odejść. Do drzwi zapukała Natasza, była
zaniepokojona, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Wszystko
w porządku? Usłyszałam krzyki i...- Przez chwilę bawiła się
pierścionkami na palcach prawej ręki. Patrzyła na niego badawczo,
obserwowała.
- Co?
Ach, tak...Tak, wszystko w najlepszym porządku.- wypaplał Mathias,
nie patrząc na dziewczynę.- Dokończyłabyś za mnie?- Wskazał
kilka arkuszy leżących na biurku i w końcu spojrzał w jej
stronę, ale patrzył na nią tylko chwile.- Raport jest już
napisany.- poinformował ją, by nie narobić kłopotów.
- Jasne!-
powiedziała głośno i z entuzjazmem, ruszyła w stronę biurka.
Chłopak złożył papiery i oddał jej, próbując się uśmiechnąć.
Szepnął niewyraźnie "dzięki" i wyłączył hologram,
wyrzucił niepotrzebne papiery do niszczarki laserowej i podał jej
czyste arkusze.
Technologia
sięga już wysoko, stworzono maszyny, które mogą odnawiać kiedyś
nieodnawialne, naprzykład popisany papier.
***
Idąc w stronę dormitorium, oglądał się za siebie lub wpatrywał w buty, zastanawiając się, jakie zamiary miał ten facet, nigdy nie był tak wściekły, choć jego wściekłość poniekąd była słuszna, jak mogli narażać Jego życie, dla jakiegoś marnego protokołu, jak śmiał w ogóle pytać o coś takiego, ten człowiek ma tupet. Mathias przeżył wiele w swoim życiu, a zwłaszcza w młodości, nie chce tam wracać, do tych trupów, do tej przeszłości, która zapieczętowała jego całą przyszłość, nie ma zamiaru przeżywać ponownie tego co kilkanaście lat temu, po ucieczce z domu, po śmierci najważniejszych dla niego osób. Tyle się potem działo, uciekał, krzyczał, przeżywał najgorsze gorączki, dreszcze, drgawki, bóle, tak jakby dusze jego rodziców go nawiedzały, chodziły za nim i maltretowały go za to co im się stało. Pamięta jeszcze jedno, jak znaleźli go, jacyś ludzie w kaftanach, zawieźli do pierwszego ośrodka MSS, tam oświadczyli że jest w pierwszym stadium zakażenia, zadziwiające było to, że wraz z zakażeniem, wszelkie choroby, gorączka i dreszcze minęły, jak rękom odjął, dowodzi to o wcześniejszych przypuszczeniach i badaniach, w jakimś stopniu zaraza leczy choroby, badania dowodzą że nawet nowotwory. Skoro los chłopaka był przesądzony, badacze stwierdzili jednogłośnie, że należy użyć szczepionki, nie była może dopracowana, ale pozwalała w pewnym stopniu na wyniszczenie zakażenia, jak powiedzieli specjaliści.
" - Nie wiadomo czy szczepionka zadziała, ale jeżeli jest jakakolwiek możliwość zmiany martwych komórek, to jesteśmy gotowi zaryzykować."
Przez pierwsze dwa dni podawania tych samych dawek nic się nie działo, choć same szczepienia opóźniały proces skażenia. Dopiero od trzeciego dnia, stan Mathiasa poprawiał się, niestety inni nie mieli tyle szczęścia, umierali z braku sił, albo poddawali się zakażeniu. Był nielicznym z tych, którzy przeżyli, pewnie z powodu wytrzymałości jego organizmu, w końcu nie każdy człowiek wycierpiał tyle co Mathias w dzieciństwie. Podczas ostatniego szczepienia pielęgniarka nie przypilnowała go, więc ukrywając nabitą strzykawkę wyszedł z pokoju. Niedługo okazało się, że Mathias nie wszczepiając sobie ostatniej dawki uratował się przed przedawkowaniem. Wszyscy, którzy przeżyli pierwsze zaszczepienia nie przetrwali ostatniej, dzień później ich trupy wywieziono na Saharę. Mathias stał się pupilkiem wszystkich lekarzy w ośrodku, myśleli że podawają odpowiednią dawkę dopóty, dopóki nie uznali że podają za duże dawki, a chłopak przeżył cudem. Całe jego życie było cudem, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Gdy stał tak wpatrzony w drzwi do swojego pokoju, coś nim nagle wstrząsnęło. Wparował do pokoju, zatrzasnął drzwi na zasuwkę i zasłonił okno granatową roletą.
"Muszę zobaczyć to raz jeszcze..."- pomyślał robiąc miejsce na biurku, zrzucając wszystkie rzeczy na ziemię. Podbiegł chwiejnie do łóżka i padł na kolana, sięgając pod materac. Gdy wyciągnął małe pudełeczko, zastygł jak słup soli. Skład nie był bardzo złożony, ale do końca go nie odczytał, potrzebował więcej czasu i sprzętu. Wstał powoli, nadal obserwując pudełko, dopiero gdy odłożył je na biurko, odwrócił wzrok, spoglądając na okno i drzwi. "Nikt nie może się dowiedzieć, miałbym nie małe kłopoty". Szybko i energicznie sięgnął za biurko, wykładając wielki okurzony karton, a wewnątrz znajdował się stary mikroskop, niestety nie był on elektryczny. W pudle znajdował się jeszcze mały zapas strzykawek, wacików, pudełko wody utlenionej i duży zestaw szkiełek. Chłopak był całkowicie mokry od potu, krew wrzała mu w ciele, a oczy szeroko otwarte rejestrowały każdy, nawet najmniejszy ruch. Nikt nie zauważył, jak mały dzieciak wychodzi ze strzykawką w kieszeni, było za duże zamieszanie.
Gdy wszystko już rozłożył, pozostało tylko sporządzenie próbek i obejrzenie ich dokładnie. Jego krew, nadal zawiera cząsteczki skażenia, a po podaniu leku, cząsteczki krwi, oraz skażone komórki zostają zniszczone. Tak jak zawsze. Gdyby ktoś się dowiedział o jego badaniach, miałby kłopoty.
Po godzinie wpatrywania się przez okular, sporządzeniu raportu i sprzątnięciu wszystkiego Mathias usiadł na łóżku.
- Muszę coś zrobić. Cokolwiek.- pomyślał.- Może lepiej lecieć. W końcu Hoffman powiedział, że jest to krótka wycieczka w tę i z powrotem. Kilka raportów i znów wróci na stare śmieci.
Położył głowę na poduszce i kontynuował zastanawianie się nad wyjazdem. Niedługo jego ciało zmęczone całym dniem pracy, odetchnęło. Powieki mu opadły, oddech zwolnił, wieczna klamra trzymająca napięte ramiona puściła. Jego organizm zaczął wolniej pracować, oprócz płynącej w żyłach wrzącej od nadmiaru wrażeń krwi. Zmęczenie wciągnęło go w sen, jak smoła, czy ruchome piaski, tak to zdecydowanie był piasek, ciepły, skąpany w słońcu, delikatny piasek znad morza. I śnił o świecie, w którym nie istniało żadne zakażenie.
" - Nie wiadomo czy szczepionka zadziała, ale jeżeli jest jakakolwiek możliwość zmiany martwych komórek, to jesteśmy gotowi zaryzykować."
Przez pierwsze dwa dni podawania tych samych dawek nic się nie działo, choć same szczepienia opóźniały proces skażenia. Dopiero od trzeciego dnia, stan Mathiasa poprawiał się, niestety inni nie mieli tyle szczęścia, umierali z braku sił, albo poddawali się zakażeniu. Był nielicznym z tych, którzy przeżyli, pewnie z powodu wytrzymałości jego organizmu, w końcu nie każdy człowiek wycierpiał tyle co Mathias w dzieciństwie. Podczas ostatniego szczepienia pielęgniarka nie przypilnowała go, więc ukrywając nabitą strzykawkę wyszedł z pokoju. Niedługo okazało się, że Mathias nie wszczepiając sobie ostatniej dawki uratował się przed przedawkowaniem. Wszyscy, którzy przeżyli pierwsze zaszczepienia nie przetrwali ostatniej, dzień później ich trupy wywieziono na Saharę. Mathias stał się pupilkiem wszystkich lekarzy w ośrodku, myśleli że podawają odpowiednią dawkę dopóty, dopóki nie uznali że podają za duże dawki, a chłopak przeżył cudem. Całe jego życie było cudem, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Gdy stał tak wpatrzony w drzwi do swojego pokoju, coś nim nagle wstrząsnęło. Wparował do pokoju, zatrzasnął drzwi na zasuwkę i zasłonił okno granatową roletą.
"Muszę zobaczyć to raz jeszcze..."- pomyślał robiąc miejsce na biurku, zrzucając wszystkie rzeczy na ziemię. Podbiegł chwiejnie do łóżka i padł na kolana, sięgając pod materac. Gdy wyciągnął małe pudełeczko, zastygł jak słup soli. Skład nie był bardzo złożony, ale do końca go nie odczytał, potrzebował więcej czasu i sprzętu. Wstał powoli, nadal obserwując pudełko, dopiero gdy odłożył je na biurko, odwrócił wzrok, spoglądając na okno i drzwi. "Nikt nie może się dowiedzieć, miałbym nie małe kłopoty". Szybko i energicznie sięgnął za biurko, wykładając wielki okurzony karton, a wewnątrz znajdował się stary mikroskop, niestety nie był on elektryczny. W pudle znajdował się jeszcze mały zapas strzykawek, wacików, pudełko wody utlenionej i duży zestaw szkiełek. Chłopak był całkowicie mokry od potu, krew wrzała mu w ciele, a oczy szeroko otwarte rejestrowały każdy, nawet najmniejszy ruch. Nikt nie zauważył, jak mały dzieciak wychodzi ze strzykawką w kieszeni, było za duże zamieszanie.
Gdy wszystko już rozłożył, pozostało tylko sporządzenie próbek i obejrzenie ich dokładnie. Jego krew, nadal zawiera cząsteczki skażenia, a po podaniu leku, cząsteczki krwi, oraz skażone komórki zostają zniszczone. Tak jak zawsze. Gdyby ktoś się dowiedział o jego badaniach, miałby kłopoty.
Po godzinie wpatrywania się przez okular, sporządzeniu raportu i sprzątnięciu wszystkiego Mathias usiadł na łóżku.
- Muszę coś zrobić. Cokolwiek.- pomyślał.- Może lepiej lecieć. W końcu Hoffman powiedział, że jest to krótka wycieczka w tę i z powrotem. Kilka raportów i znów wróci na stare śmieci.
Położył głowę na poduszce i kontynuował zastanawianie się nad wyjazdem. Niedługo jego ciało zmęczone całym dniem pracy, odetchnęło. Powieki mu opadły, oddech zwolnił, wieczna klamra trzymająca napięte ramiona puściła. Jego organizm zaczął wolniej pracować, oprócz płynącej w żyłach wrzącej od nadmiaru wrażeń krwi. Zmęczenie wciągnęło go w sen, jak smoła, czy ruchome piaski, tak to zdecydowanie był piasek, ciepły, skąpany w słońcu, delikatny piasek znad morza. I śnił o świecie, w którym nie istniało żadne zakażenie.
___________________________________________________________________
Wybaczcie, moi drodzy, że tyle to trwało. Pewnie moje tłumaczenie wiele nie zmieni, ale przez jakiś czas byłam nad morzem, później musiałam spotkać się ze znajomymi więc trochę mi to zajęło, książki do przeczytania, no i jeszcze nadrobienie zaległości na blogu. WYBACZCIE!!
Ostatnio wszystko się pieprzy, wali i przekręca. Jestem trochę zmęczona i psychicznie i fizycznie. Ale przynajmniej pogoda pozostaje niezmienna i fenomenalna.
Pozdrawiam was kochani i życzę mile spędzonego miesiąca :**