wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 1

23 lipca 2129
13.20

Mathias siedział naprzeciwko hologramu wpatrując się w zmieniający wysokość wskaźnik MSS. Jego mina wyrażała wielkie przerażenie, ponieważ w tym miesiącu powiększyło się trzy razy.
Mathias Brown ma dwadzieścia cztery lata, zamieszkuje Australię, państwo otoczone przez wody. Pracuje w Organizacji Wzrostu MSS. Nie ma żony, a jego rodzice z młodszym bratem zginęli w rodzinnym mieście w Ameryce Południowej. Choć z pochodzenia jest Brazylijczykiem to zakochał się w Australii. Organizacje z którymi współpracuje MSS pokazały wiele pozytywnych cech tego kontynentu. Zobaczył podziemną bazę, gdzie biuro jest dosłownie pod wodą, a okna z widokiem na Oceaniczne głębie.
Mathias widział wiele baz, od wojskowych do baz zajmujących się ochroną biologiczną. Wiele rzeczy go zadziwiło i jeszcze wiele zadziwi. Odwiedził każdy z możliwych do ujrzenia kontynentów, ponieważ niektóre były w strefie skażenia.
Mathias strasznie boi się śmierci przez skażenie. Jego starszy brat, który uczył go większości rzeczy prawdopodobnie zakaził się, dzieciak o rok młodszy zastępował mu ojca. Jako dziecko w wieku dziesięciu lat odnalazł rodziców martwych w domu, ten widok zapisał się w jego pamięci jak pieczęć, nawet teraz go pamięta. Matka z ojcem leżeli na ziemi zmasakrowani, ich ciało gniło w szybkim tempie, w klatce piersiowej matki tkwił kołek od stołu, a w głowie ojca mieściła się rura od lampy, a przecież jakiś tydzień przed jego ucieczką matka gotowała obiad, a ojciec pił piwo przed telewizorem.
Poprawił się na krześle, które skrzypnęło w proteście. Siedział tu już około dwóch godzin i nadal w to nie wierzył, wszyscy specjaliści mówili że wskaźnik będzie się tylko obniżał.
Po chwili ktoś zapukał do drzwi i uchylił je lekko, by zerknąć do środka.

22 lipca 2129
18.12

Ruszyła. Piasek pod jej stopami chrzęszczał i skwierczał. Na jej wargach osiadł pyłek, a ciepły wiatr wyruszył usta. Wdychając w pół zarażone powietrze, biegła w stronę schronu. Wielki stalowy budynek wyrastał z pod ściany piasku. Ciężkie, grube buty ciążyły jej na nogach, a czerwony kombinezon ocierał uda i pachy, nie wspominając o potrzebach fizjologicznych, które dawały o sobie znak. Kiedy tylko dotarła do drzwi włączyła uszczelnienie, a do pomieszczenia wlało się czyste powietrze.
   - Luna, gdzie masz maskę?- usłyszała gdy tylko weszła do środka. Za jej plecami stał Mikołaj, dowodzący kolonią, najprawdopodobniej widział całą scenę. 
   - Ja...To znaczy, ona...- jąkała się nie potrafiąc prawidłowo złożyć zdanie. Nie chciała mu mówić o jej bracie, który się skaził. Gdy wyszła chciała zobaczuć jak czuje się jej zarażony brat, ale to co zobaczyła trafiając do hotelu w którym został przeraziło ją. Jej brat leżał na ziemi dysząc ciężko, a całe pomieszczenie topiło się w ciemności i smrodzie zakażonego powietrza, jeszcze wtedy miała maskę. Niespodziewanie z rogu kuchni wyskoczyła jakaś kobieta i rzuciła się na Lunę. To było straszne- pomyślała. Zarażona zdjęła jej maskę i kopnęła pomiędzy rzebra, oddała jej ze zdwojoną siłą, choć mięśnie brzucha odmówiły.
   - Podejdź. - powiedział Mikołaj wyciągając narzędzie do pomiaru skażenia i podkładając je do ust Luny. Była przerażona, a jednocześnie chciała się dowiedzieć o jej procencie skażenia. Przyrząd skażenia zapiszczał, a to znaczyć mogło tylko jedno.
   Naukowcy stwierdzili, że po upływie dwudziestu minut organizm poddaje się zakażeniu. Luna biegła, więc szybciej oddychała, ale także była bez maski około trzydziestu minut.
   - Jesteś zakażona.- powiedział nie odrywając oczu od wskaźnika na którym wyświetliło się czterdzieści dziewięć procent. Chłopak nie wyobrażał sobie na jakie niebezpieczeństwo naraźa siebie i innych przedłurzając pobyt obok Luny.  
   - Nie rozumiem, nie mogę wziąć leku?- zapytała. Mikołaj tylko pokręcił głową i spojrzał na nią oskarżycielsko.- Czemu? Przecież...
   - Jesteś zarażona! Lek nie zadziała.- krzyknął i odwrócił się do niej plecami jednocześnie masując kark.- Muszę zawiadomić Mostek.- stwierdził po chwili milczenia.  
   - Co? Ale oni mnie zabiją, albo...- próbowała bronić się Luna, lecz jej protesty tylko pogorszą sprawę. Mikołaj wyciągnął telefon z kieszeni, wybił numer i przyłożył do ucha.
   - Witam, mamy...mamy tu zarażoną...- cichutki głos przerwał mu natychmiast jednym słowem. Twarz Mikołaja zbledła, a jego oczy popędziły w stronę Luny. Chłopak wyłączył telefon, lecz się nie poruszył, a jego wzrok wciąż spoczywał na dziewczynie. Zapadła długa cisza, przerywana tylko stukotem piasku o szklane drzwi bazy. 
   - Co powiedział?- zapytała pełna nadziei, zgubnej nadziei- pomyślał Mikołaj. Zrobiła krok w jego stronę, a on wykonał ruch, którego nie spodziewałaby się z jego strony nigdy, podniósł w jej kierunku broń. Przerażona cofnęła się.  
   - Przepraszam, ja...wybacz, ja nie chcę...ja, oni...- zaczął się jąkać i wymachiwać lekko bronią gestykulując, a jego wzrok padał na wszystko w około, gdy skupił go na Lunie, której twarz moczyły drobne kropelki. Po chwili ciszy Luna rzuciła się do drzwi, a Mikołaj przez jej nagły ruch, nacisnął spust. Chłopak nigdy nie chybił, jego ojciec uczył go od małego strzelania z broni radioaktywnej i palnej. Miał bardzo dobre oko jak na dziecko.- Boże. Ja, nie chciałem...nie miałem wyboru.- Upuścił broń, która uderzając o ziemię wydała metaliczny hałas. Ręce trzęsły mu się, a po chwili upadł na aluminiową posadzkę i zapłakał.
________________________________________________________________________
    Wiem kochani, że na początek tych emocji troszkę za dużo, ale muszę was ostrzec, że to dopiero początek. Proszę was o zostawienie komentarza i zaobserwowanie, jeśli się wam spodoba :) Następny rozdział postaram się wstawić za dwa tygodnie. Pozdrawiam was kochani :**

4 komentarze:

  1. Well, tajemniczy Hugh Dancy w nagłówku jest tajemniczy, a to wzmaga tylko julkowe zainteresowanie. Tak samo jak fkt, że opowiadanie jest autorskie, a takich coraz trudniej się już doszukać pośród internetowego gąszczu fanfiction.
    (z takich czysto estetycznych kwestii to zmieniłabym czcionkę - może trochę powiększyła - zrobiła akapity i wyjustowała tekst. Będzie o kilka nieb lepiej <3)
    Sama treść jest intrygująca, ale pełna błędów składniowych, kilku interpunkcyjnych albo literówek. Nie jest to jednak nic, czego nie ogarnia jakaś dobra beta, więc raczej będzie już tylko lepiej. Na pewno zajrzę jeszcze. Ciężko jeszcze powiedzieć, żeby zawojował mnie tekst - mało go jest, bądź co bądź - ale na pewno zawojował mnie Hugh na nagłówku. Jejku. Aż sobie przewinę popatrzeć <3
    Pozdrawiam bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, jak również za te pouczające z których postaram się skorzystać.
      Rzeczywiście zgadzam się z tym, że jest coraz mniej opowiadań autorskich :) Ja zaś staram się pisać, próbować znaleźć coś dobrego, staram się stworzyć fabułę "inną".
      Cieszę się że napisałaś.
      Dziękuję i pozdrawiam Bet :*

      Usuń
  2. Witaj :)
    Prosiłaś więc jestem. Przepraszam, że dopiero teraz, ale mam dużo zajęć;D
    Tak więc odniosę się do tematyki, która na pewną sprawę jest dobra bo widzę, że jest to coś innego niż 1D i inne. W tekście są błędy ortograficzne, interpunkcyjne i jeszcze parę innych lecz nie będę ich wpisywać ponieważ ja też jestem nogą z interpunkcji więc nie przejmuj się, ale rozejrzała bym się za betą ;) Blog jest całkiem przytulny opowiadanie też jest ciekawe. Życzę dużo weny i powodzenia w wytrwaniu do końca.
    Pozdrawiam Bella. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że w ogóle postanowiłaś mnie odwiedzić. Mam nadzieję, że będę cię tu jeszcze gościć :)
      Co do błędów, jestem tego świadoma i wciąż szukam :)
      Również pozdrawiam Bet :*

      Usuń

Proszę zostawcie coś po sobie :*